Obiektyw Yongnuo YN 100 mm f/2.0 dla Nikona

Obiektyw Yongnuo YN 100 mm f/2.0 dla Nikona – takie szkło wpadło w moje ręce w ostatnich dniach. Zastanawiacie się po co i na co to komu? Mając Nikkora 85/1.8G zakup był nieuzasadniony,  lecz „gadżeciarstwo” i cena za nową „setkę” wygrały z rozsądkiem. Na rynku chińskim powyższe szkło otrzymamy w okolicach 600 zł, natomiast w PL pojawi się zapewne w podobnej cenie co wersja pod Canona – okolice 1000 zł. Dodatkową zachętą na spróbowanie szkła chińskiego producenta były moje wcześniejsze doświadczenia (w większości pozytywne) z ich poprzednim obiektywem YN 35/2.0 (co nowego u YN w szklarni polecam sprawdzać na www.yongnuo.eu)

Zważywszy na ceny jasnych portretówek systemowych Yongnuo YN 100 mm f/2.0 wydaje się łakomym kąskiem, nie dość, że jest tańszy od manualnego Samyanga 85/1.4 to wyposażony został w system autofous. Przedstawię Wam tutaj moje pierwsze wrażenia z użytkowania. Nie jest to żaden test, czy też dogłębna analiza właściwości optycznych, lecz prosta opinia z macania i pierwszych chwil użytkowania.

Budowa

Tutaj miłe zaskoczenie. Obiektyw jak na chińską wydmuszkę robi całkiem niezłe i solidne wrażenie, wszystko jest spasowane jak trzeba, metalowy bagnet. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jakość wykonania stoi na podobnym poziomie jak seria 1.8G obiektywów Nikona. Nie ma co ukrywać – i tu i tu mamy do czynienia z Made in China 🙂 „Tradycyjnie” dla szkieł YN z af skala ostrości za szybką leci w odwrotną stronę niż normalnych szkieł. Podsumowując jakość wykonania jest jak najbardziej ok.

Optyka

Obiektyw jest optyczną kopią Canona 100 mm f/2.0 i prezentuje dość dobrą jakość optyczną. Rewelacji nie ma, ale muszę przyznać, że centrum kadru i okolice dają akceptowalną jakość, a po przemieleniu RAWa w LR jest już całkiem nieźle. Nie jest to poziom bliski ostatnich Sigm ART czy też nowych obiekywów Tamrona, ale blisko takich obiektywów jak Nikkor 50/1.4G – lekkie mydełko do dopracowania w obróbce. Winieta razi po oczach, dystorsji nie miałem okazji przebadać/zaobserwować. Musimy mieć na uwadze, że może występować rozrzut jakościowy pomiędzy różnymi egzemplarzami – co by mnie nie zdziwiło, natomiast egzemplarz, który wpadł w moje ręce pozytywnie zaskakuje.

Autofocus

I tutaj mamy tą łyżkę dziegciu, na którą czekałem – nie mogło być wszystko pięknie. Sam przebieg skali ostrości jest bardzo szybki (duży plus) natomiast pod koniec obiektyw dość długo myszkuje, na ok 1 – 1,5 sekundy, zanim złapie właściwy punkt ostrości. Nie byłoby to aż tak okrutne, gdyby nie to, że YN 100/2 lubi nie trafiać. Zauważyłem duże problemy z ostrzeniem na dalekie obiekty (większość zdjęć pudło), oraz niemożliwość ustawienia automatycznej ostrości w trybie Liveview. Na małej sesji portretowej z żoną YN spudłował 30 – 40% razy co jest wartością porażającą. Jedynym pocieszeniem może być port USB z boku obiektywu, który zwiastuje przyszłą możliwość aktualizacji softu. Miejmy nadzieję, że dzięki temu AF ożyje i szkło będzie bardziej używalne niż obecnie.

AKTUALIZACJA:

YN100/2.0 znalazł nową właścicielkę. Na wspólnych testach okazało się, że na jej body AF działa poprawnie, nie gubi się, trafia w punkt i ostrzy na nieskończoność. Dla mnie zupełny szok, zwłaszcza, że był to Nikon D5300, czyli niższa półka niż testowany tandem. Obiektyw służy teraz dzielnie w fotografii koncertowej. Pytanie za 100 punktów, od czego zależy działania AF tego szkła na konkretnym body…

Zdjęcia

Na zakończenie kilka strzałów wywołanych z zerowymi nastawami w LR – całość kadru + crop z 24mpx matrycy Nikona D750. Portret żonki po obróbce w LR.